Starcie pod Pociechą

100 lat Hacerstwa Polskiego ZHP

 
Jak karaluchy walczyły przeciw panzerom - na zbiórce poświęconej wybuchowi II wojny światowej harcerze 14-tki poznają wrześniowe epizody wojenne.
 
  Był to już osiemnasty dzień n wojny światowej - 18 września 1939 roku. Przez Puszczę Kampinoską przedzierała się ku Warszawie Grupa Operacyjna Kawalerii. W jej straży przedniej znajdował się półpluton podchorążego Romana Orlika, rezerwisty, plutonowego broni pancernej. Wszystkiego zaledwie trzy tankietki TK i TKS. Wczesnym południem do czołgów stojących na leśnej przesiece podjechał generał Abraham, dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, niedawno ranny, z bandażem na szyi i zwrócił się do Orlika: - Bierz pan swoje maszyny i jedź do przodu. Wałęsają się tu jakieś czołgi niemieckie, polowania na moich ułanów urządzają. Trzeba je uspokoić! - Tak jest panie generale - podchorąży zasalutował z fasonem i nie zwlekając wydał swoim żołnierzom odpowiednie rozkazy. Uruchomili silniki. Ruszyli. Na przodzie TKS Orlika uzbrojony w 20-rnilimetrowe działko, za nim dwa pozostałe TK ze zwykłymi cekaemami.

  Na pierwszym skrzyżowaniu z szerszym duktem. Orlik zauważył świeże ślady wroga. Na piaszczystej leśnej drodze rysowały się wyraźne ślady gąsienic, a w powietrzu unosiła się woń spalin zmieszana z zapachem świeżo poruszonej ziemi. Wozów było niewątpliwie kilka. Po raz pierwszy od początku wojny Orlik poczuł coś w rodzaju obawy - czy dam radę takim potworom? Czołgi wroga wracały tą samą drogą. Dwa TK cofnęły się w zarośla, gotowe do otwarcia ognia na wprost. TKS podjechał tyłem na stok. Orlikowi zostało tylko tyle czasu, że zdążył zająć miejsce w wozie, sprawdzić pole ostrzału i załadować działko, gdy na drodze pojawiła się sylweta pierwszego niemieckiego czołgu. Wóz był nieznanego typu, ale nie tak duży jak można się było spodziewać. Miał jednak armatę, co czyniło z niego groźnego przeciwnika. Podchorąży spokojnie naprowadził celownik tuż pod wieżę i nacisnął na spust. W tej samej chwili obawy minęły. Wóz natychmiast zwolnił i stanął. Ale zza drzew wyłonił się już następny czołg. Orlik znów otworzył ogień. Jednak wóz niemiecki zwiększył prędkość i strzelając przed siebie dotarł do samego skrzyżowania. Tu dostał. W oka mgnieniu ogarnęły go płomienie.
  Był jeszcze trzeci czołg. Jego załoga zupełnie zdezorientowana, nie wiedziała skąd padają strzały. Na pełnych obrotach silnika, strzelając na oślep uciekał do swoich. O mały włos, a byłoby się to udało, gdyż zdążył opuścić pole ostrzału Orlikowskiego działka. I ten, aby uchwycić wroga na celownik, musiał nakazać kierowcy uruchomić silnik i zmienić położenie tankietki. Kiedy jednak skręcił, miał niemiecki czołg od tyłu jak na dłoni, w odległości może sześćdziesięciu metrów. Podchorąży wymierzył i nie żałując amunicji puścił całą serię, po której Niemiec zamarł w bezruchu.
  Zapadła cisza, aż nieznośna po niedawnej strzelaninie. Walka była skończona.
 
Janusz Magnuski

Contact Us

mgr inż. Zbigniew Nowosielski
Ptaki 11
05-332 Siennica
phone +48 (025) 799-20-08
cell +48 698-686-156